2008-03-08 17:05:37 >>

spotkanie



to było trudne spotkanie...
chyba, jak dotychczas, najtrudniejsze...
nie wiem, dla kogo było ono gorsze...
ja się nie popłakałam, chyba dlatego, że nie umiem płakać...

zostaje świadomość, dlaczego jest tak, jak jest...
zostaje świadomość, że gdybym jechała z kimś innym, to ja zapewne wróciłabym w trumnie...
wiem, że to była decyzja związana z odpowiedzialnością...

wiem, że ta decyzja zaskutowała tak, jak się stało
i teraz mam pewnośc, te ten krzyk w szpitalu, to był Jego krzyk!

nie wiem, jak życie potoczy się dalej, nie wiem ile jest żalu, ile nienawiści, ile niechęci a ile ejdank czystej sympatii

teraz będzie trochę trudnych spraw, które trzeba będzie załatwić wspólnie...
oby do przodu...

oby B. dał radę i oby dał sobie pomóc..

a Pana P. to chyba kopnę w jaja tak, żeby mu się oczy na drugą stronę wywróciły, bo jest infantylny, dziecinny, naiwny i popierdolony....

i chyba nie zrozumie, że nie chcę z nim gadać, póki mu tego prosto w twarz nie wykrzyczę...


skomentuj (0)